Supergrass, cz. V. Diamond Hoo Ha. Ostatni hałas przed ciszą
Diamond Hoo Ha miało odzyskać dawny hałas Supergrass. Czasami naprawdę go znajduje, czasami tylko przypomina sobie jego kształt.
TONY ARCHIWALNE
Diamond Hoo Ha miało odzyskać dawny hałas Supergrass. Czasami naprawdę go znajduje, czasami tylko przypomina sobie jego kształt.
I rzeczywiście, tym razem naprawdę wyjechali z Anglii. Po czterech płytach Supergrass nie musieli już nikomu niczego udowadniać. Mogli przestać ścigać własną młodość i poszukać innego tempa. Na Road to Rouen właśnie tempo zmienia się…

. Po I Should Coco Supergrass znaleźli się w sytuacji dość niewygodnej. Mieli sukces, rozpoznawalność i publiczność pewną, że już ich zna. Sami muzycy najwyraźniej nie chcieli jednak zostać własnym obrazkiem. Alright dało im wszystko,…

I Should Coco brzmi jak album nagrany przed pojawieniem się hamulców. O Sawmills Studios, Caught by the Fuzz, fenomenie Alright i młodości, która jeszcze nie wiedziała, że za chwilę stanie się marką.

Zanim Supergrass zostali wiecznymi chłopakami z Alright, byli trzema młodymi muzykami z okolic Oxfordu, którzy spotykali się po pracy i odkrywali, że razem przyspieszają

Richard Ashcroft umie pisać melodie, które brzmią jak objawienie. Problem w tym, że czasem sam zbyt mocno w nie wierzy. O solowej karierze po The Verve.

The Verve wrócili po jedenastu latach, lecz nie po to, by ponownie zamieszkać w 1997 roku. Forth jest nierówną, przestrzenną i chwilami pięknie zagubioną płytą czterech ludzi, którzy odzyskali wspólny rytm, ale nie wspólną przyszłość.

Czy jedna piosenka może przechować całe dzieciństwo? Dla milionów ludzi Bitter Sweet Symphony jest po prostu przebojem lat dziewięćdziesiątych. Dla innych stała się melodią, która po latach potrafi przywołać miejsca, zapachy i wspomnienia, o których…

Na A Northern Soul psychodeliczne niebo The Verve opada coraz niżej; gitara Nicka McCabe’a przestaje być krajobrazem, a zaczyna naciskać, ranić i wywoływać napięcie. To album nagrany przez zespół, który wciąż potrafił tworzyć razem wielką…

Największym żartem Maca DeMarco nie są jego wygłupy. Największym żartem jest to, że pod całą tą błazeńską maską ukrył jedną z najczulszych piosenek współczesnego indie.

Pulp na More nie odtwarza własnej młodości; nagrywa płytę pełną przestrzeni, rytmu i melodii, na której czas nie jest przeciwnikiem, lecz kolejnym instrumentem. To powrót bez muzealnej nostalgii, z cieniem Steve’a Mackeya i energią zespołu,…

Pulp nigdy nie potrzebował najgłośniejszych gitar ani największych stadionów, żeby stać się jednym z najważniejszych zespołów brytyjskiej muzyki. W drugiej części cyklu na Tony Muzyki zaglądamy pod powierzchnię melodii i odkrywamy, dlaczego kilka pozornie prostych…

Pulp nie spadł z nieba razem z britpopem. Ten zespół latami tłukł się po obrzeżach sceny, aż w końcu zamienił zwyczajne brytyjskie życie w jedne z najlepszych piosenek lat 90.