Po północy świat staje się dziwnie uczciwy, ponieważ właśnie wtedy znikają wszystkie hałasy dnia, kończą się rozmowy, gasną ekrany i zostaje tylko człowiek ze swoimi myślami, których przez wiele godzin skutecznie unikał. Właśnie od takiej chwili zaczyna się The Captain of Her Heart. Nie od wielkiej miłości, nie od rozstania, nawet nie od samotności, lecz od bezsenności. Kobieta (człowiek ) leży w łóżku i czuje, że sen, którego tak kurczowo próbuje się trzymać, odpływa razem z nocą. Trudno o piękniejszy obraz końca złudzeń, bo przecież nie chodzi tutaj wyłącznie o sen. Odpływa coś znacznie większego. Odpływa przyszłość, którą od dawna nosiła w sobie.
W pierwszych wersach piosenki nie wydarza się właściwie nic, a jednak dzieje się wszystko. Nie ma kłótni, dramatycznego pożegnania ani trzaśnięcia drzwiami. Jest tylko noc, która nie chce się skończyć, i kobieta, która coraz lepiej rozumie, że jeśli człowiek zbyt długo czeka na czyjś powrót, w pewnym momencie przestaje czekać na drugą osobę, a zaczyna odkładać własne życie na później. To właśnie ten moment wydaje mi się prawdziwym bohaterem tej piosenki.
Tytułowy kapitan jest jedną z najpiękniejszych metafor napisanych dla muzyki popularnej. Można oczywiście uznać, że jest po prostu ukochanym mężczyzną, marynarzem albo kimś, kto kiedyś obiecał, że wróci. Taka interpretacja działa, ale zatrzymuje się bardzo blisko powierzchni. Im dłużej słucham tego utworu, tym mocniej mam wrażenie, że kapitan nie jest człowiekiem. Jest wszystkim, od czego uzależniliśmy własne szczęście. Dla jednych będzie dawną miłością, dla innych marzeniem, którego nie potrafią porzucić, niespełnioną ambicją albo wyobrażeniem o życiu, które miało wyglądać zupełnie inaczej. Każdy nosi w sobie jakiegoś kapitana, na którego od lat wygląda z własnego portu.
Najbardziej porusza mnie jednak to, że kulminacja tej historii nie następuje wtedy, gdy kapitan wraca, ponieważ on nie wraca wcale. Najważniejszym zdaniem całej piosenki jest spokojne, niemal niezauważalne She made a stop. She stopped waiting another day… To właśnie tutaj wydarza się cała rewolucja. Kobieta nie odzyskuje ukochanego. Odzyskuje siebie. Przestaje oddawać kolejne dni komuś, kto od dawna płynie już po zupełnie innym morzu. Nie ma w tym gniewu ani triumfu. Jest ciche pogodzenie się z rzeczywistością, które często wymaga znacznie większej odwagi niż najbardziej spektakularne gesty.
Być może właśnie dlatego ta piosenka dojrzewa razem ze słuchaczem. Dwudziestolatek słyszy historię o niespełnionej miłości. Człowiek po trzydziestce zaczyna rozpoznawać w niej wszystkie własne oczekiwania, które kiedyś wydawały się rozsądne, a z czasem zamieniły się w ciężar. Po czterdziestce The Captain of Her Heart przestaje być opowieścią o uczuciach, a staje się przypomnieniem, że życie potrafi minąć również wtedy, kiedy nic złego się nie dzieje, ponieważ wystarczy zbyt długo czekać na wydarzenie, które nigdy nie nadejdzie.
To niezwykłe, że utwór o takiej emocjonalnej sile narodził się z czegoś bardzo skromnego. Felix Haug przyniósł do studia melodię zagraną na syntezatorze, ale realizator zaproponował, aby na potrzeby nagrania wokalu zastąpić ją fortepianem. Miał to być wyłącznie roboczy szkic, coś tymczasowego, co później zniknie z ostatecznej wersji, jednak Kurt Maloo od razu poczuł, że właśnie ten delikatny fortepian niesie w sobie całą prawdę tej historii i nie powinien zostać zastąpiony niczym bardziej efektownym. Jeszcze piękniejsza jest opowieść o samym motywie fortepianowym, ponieważ Haug po latach wspominał, że jego początek narodził się z dwóch dźwięków śpiewającego za oknem kosa. Czasami wielkie melodie nie rodzą się przy fortepianie. Czasami przylatują.
Słychać to zresztą przez cały utwór. Aranżacja zachowuje się tak, jakby doskonale rozumiała, że emocji nie należy zagłuszać. Fortepian nie popisuje się wirtuozerią, lecz odmierza czas, saksofon nie próbuje wzruszyć słuchacza na siłę, lecz dopowiada to, czego głos Kurta Maloo nie chce już wypowiedzieć, a cała reszta instrumentów sprawia wrażenie, jakby bardziej słuchała ciszy niż własnego brzmienia. W epoce, która kochała nadmiar, błyszczące syntezatory i wielkie refreny, Double nagrało piosenkę opartą na powściągliwości, dzięki czemu po czterdziestu latach nadal brzmi zaskakująco świeżo.
Paradoks tej historii polega na tym, że Double właściwie nie zdołało już nigdy powtórzyć sukcesu The Captain of Her Heart. Dla większości świata pozostali zespołem jednej piosenki, choć określenie one hit wonder wydaje mi się tutaj wyjątkowo niesprawiedliwe, ponieważ sugeruje przypadek albo jednorazowy szczęśliwy traf. Tymczasem nic w tym nagraniu nie brzmi przypadkowo. Każda pauza wydaje się przemyślana, każdy dźwięk ma swoje miejsce, a każda decyzja służy temu, żeby zostawić słuchacza sam na sam z emocjami. Być może problem polegał na czymś zupełnie innym. Być może stworzyli utwór tak kompletny, że wszystko, co wydarzyło się później, musiało żyć w jego cieniu.
Nie potrafię traktować tego jako porażki. Znacznie bardziej przemawia do mnie myśl, że niektórzy artyści całe życie szukają jednej idealnej piosenki i nigdy jej nie znajdują, podczas gdy Felix Haug i Kurt Maloo znaleźli ją stosunkowo wcześnie, a potem już tylko patrzyli, jak zaczyna żyć własnym życiem. Dzisiaj wielu słuchaczy nie pamięta nazwy zespołu, ale wystarczy kilka pierwszych nut fortepianu, żeby natychmiast wrócił cały ten nocny świat, w którym ktoś po raz ostatni czeka na człowieka, który od dawna nie zamierza wrócić.
Zatem; The Captain of Her Heart wcale nie jest piosenką o miłości. Dla mnie jest piosenką o wolności, która przychodzi dopiero wtedy, gdy człowiek znajduje w sobie odwagę, by zamknąć port i wypłynąć bez kapitana.

Dodaj komentarz