Everybody Loves the Sunshine Roya Ayersa brzmi jak samo światło.

Kilka prostych słów, leniwy rytm, miękki bas i charakterystyczny wokal wystarczają, żeby stworzyć świat, w którym czas płynie trochę wolniej. Roy Ayers nie próbuje imponować wirtuozerią ani wielkimi emocjonalnymi gestami. Pozwala muzyce oddychać. Między dźwiękami zostawia przestrzeń, a w tej przestrzeni pojawia się ciepłe popołudnie, rozgrzane chodniki, uchylone okna i ten rzadki moment, kiedy człowiek nie myśli o tym, co było albo co będzie.

Wielkość tej kompozycji tkwi właśnie w jej prostocie. Jazz, soul i funk spotykają się tutaj tak naturalnie, jakby od zawsze były częścią tej samej historii. Nic nie jest wymuszone. Nic nie próbuje zwrócić na siebie uwagi. Muzyka płynie swobodnie, a słuchacz po kilku minutach orientuje się, że oddycha spokojniej.

Po blisko czterdziestu latach do tej samej melodii wrócili Takuya Kuroda i José James. Nie próbowali poprawiać klasyka. Zrobili coś znacznie ciekawszego. Przenieśli go w inne światło.

Jeśli wersja Roya Ayersa przypomina słoneczne popołudnie, interpretacja Kurody i Jamesa jest jak złota godzina tuż przed zachodem. Nadal jest ciepło, ale pojawia się więcej refleksji. Trąbka Kurody wnosi elegancję współczesnego jazzu, a José James śpiewa z charakterystycznym spokojem i zmysłowością, dzięki którym utwór nabiera nowego wymiaru.

To niezwykle udany dialog między pokoleniami. Oryginał zachwyca lekkością i naturalnością. Nowsza wersja dodaje głębi oraz doświadczenia. Jedna pachnie latem. Druga pamięcią o lecie.

Najpiękniejsze jest jednak to, że obie odsłony pozostawiają po sobie podobne uczucie. Nie zachwyt nad techniką, nie podziw dla skomplikowanej kompozycji, ale zwykłe, ludzkie ciepło.

Roy Ayers stworzył utwór, który od niemal pół wieku nie traci blasku. José James i Takuya Kuroda pokazali, że ten sam blask może świecić również współcześnie, odbijając się w nowych głosach i nowych instrumentach.

W świecie pełnym muzyki walczącej o uwagę Everybody Loves the Sunshine wybiera inną drogę. Nie przyspiesza i nie domaga się podziwu.

Po prostu świeci.

Dodaj komentarz