← Wszystkie teksty

Balthazar. Krew, wino i jeszcze jedna noc

Nocny bar w obrazie inspirowanym Nighthawks Edwarda Hoppera, tytuł artykułu o Balthazarze i bursztynowe logo Tony Muzyki.

I. Jeszcze raz

Jest noc z 7 na 8 października 2026 roku. Słucham Balthazara. Znowu. Blood Like Wine wraca do mnie po kilku miesiącach, chociaż właściwie nigdy szczególnie daleko nie odszedł. Ustawiam powtarzanie utworu i wiem, że dzisiaj nie potrzebuję żadnej innej muzyki. Nie szukam nowych wydawnictw, nie przeglądam kolejnych albumów, nie próbuję nawet zaskoczyć samego siebie. A przecież właśnie na poszukiwaniu muzycznych niespodzianek zbudowałem sporą część swojego świata. Dzisiaj wystarczy mi jedna piosenka. Pisałem już o niej w czerwcu. O fascynacji, która potrafi odebrać człowiekowi rozsądek. O oddawaniu komuś zbyt wiele i nazywaniu tego miłością. Wtedy interesowała mnie przede wszystkim historia opowiedziana przez Belgów. Dzisiaj bardziej zastanawia mnie to, dlaczego niektóre utwory wracają dokładnie wtedy, kiedy ich potrzebujemy. Nawet jeśli nie potrafimy powiedzieć, czego właściwie potrzebujemy. Pierwsze dźwięki i jestem z powrotem w tym samym miejscu. Charakterystyczny rytm, bas, głosy, które nie próbują nikogo przekonywać do swoich emocji. Balthazar potrafi opowiadać o pożądaniu bez zdejmowania marynarki. Napisałem to kilka miesięcy temu i nadal uważam, że trudno lepiej opisać ich muzyczną elegancję. Jest w niej coś niezwykle swobodnego. Jakby muzycy weszli do studia, zagrali coś mimochodem i przypadkowo zostawili po sobie utwór, do którego człowiek będzie wracał przez następne kilkanaście lat.

II. Ile można z siebie oddać?

Blood Like Wine pochodzi z debiutanckiego Applause, wydanego w 2010 roku. Szesnaście lat to wystarczająco dużo, żeby muzyka zdążyła się zestarzeć, a słuchacz kilkakrotnie zmienić zdanie o własnym życiu. Tymczasem ta kompozycja nadal brzmi świeżo. Nie dlatego, że wyprzedzała swoją epokę. Raczej dlatego, że nigdy szczególnie nie próbowała do niej pasować. W tekście pojawia się bezsenność, kobieta, noc i osobliwe przeczucie, że bliskość będzie miała swoją cenę. Bohater nie wydaje się szczególnie zainteresowany uniknięciem konsekwencji. Wie, że coś z niego zostanie zabrane. Być może nawet godzi się na to z pewną przyjemnością. Kiedy słuchałem tej piosenki kilka miesięcy temu, widziałem w niej przede wszystkim opowieść o toksycznym przywiązaniu. Dzisiaj nie jestem już tak przekonany do tej interpretacji. Bo przecież można oddawać komuś siebie bez poczucia krzywdy. Można świadomie zgodzić się na ryzyko, nie znając zakończenia. Można też pomylić jedno z drugim. I właśnie ta niepewność wydaje mi się teraz najciekawsza. Nie chciałbym jednak zamieniać Blood Like Wine w poradnik o relacjach. To byłaby dla tej piosenki dość okrutna kara. Wystarczy posłuchać, jak Balthazar prowadzi melodię, jak głosy spotykają się ze sobą, jak powtarzane frazy stopniowo nabierają znaczenia. Nie ma tu wielkiego instrumentalnego popisu. Wszystko pracuje na atmosferę, której nie dałoby się uzyskać, gdyby choć jeden z muzyków postanowił udowodnić, jaki jest znakomity. I nagle dociera do mnie, że przez te wszystkie miesiące mogłem przecież zmienić zdanie o piosence, nie zmieniając niczego w samej piosence. To dość niezwykły przywilej muzyki. Pozostaje taka sama, a mimo to za każdym razem pozwala usłyszeć coś trochę innego.

III. Repeat

Najbardziej lubię moment, w którym Blood Like Wine zaczyna przypominać wspólne śpiewanie po zakończonym koncercie. Kiedy opowieść o dwojgu ludziach ustępuje miejsca nocy, kieliszkom i nastrojom, które potrafią zmienić się bez ostrzeżenia. Właśnie tam Balthazar osiąga coś, czego nie da się łatwo zapisać w nutach. Poczucie, że wszyscy obecni przez chwilę uczestniczą w tej samej historii, chociaż każdy przyniósł ze sobą zupełnie inną. Wyobrażam sobie niewielki bar, w którym ktoś zapomniał zgasić światło. Za oknem pusto. Przy stoliku siedzi kilka osób, które dawno powinny wrócić do domów. Nikt specjalnie nie rozmawia. Ktoś dolewa wina. Ktoś inny uśmiecha się do własnych myśli. Muzyka gra, a noc najwyraźniej nie zamierza się kończyć. Może właśnie dlatego dzisiaj słucham tego utworu w kółko. Nie dlatego, że jestem szczególnie smutny albo szczęśliwy. Nie potrzebuję też szukać w nim odpowiedzi na pytania, których jeszcze nie umiem zadać. Lubię po prostu ten stan, kiedy muzyka przestaje być czymś odtwarzanym w słuchawkach i zaczyna towarzyszyć myślom. Nie przeszkadza im, nie próbuje ich porządkować. Jest obok. Za kilka godzin będzie rano. Pojawią się wiadomości, obowiązki, sprawy, które wymagają odpowiedzi. Świat odzyska swoją zwyczajną, nie zawsze zachwycającą organizację. A ja prawdopodobnie znów zacznę słuchać czegoś nowego. Ale jeszcze nie teraz. Jest 8 października 2026 roku. Balthazar właśnie kończy Blood Like Wine. Za moment usłyszę pierwsze dźwięki ponownie. Nie wyłączam powtarzania.

Tony Muzyki także w aplikacji.
Wybierz język lektury i zachowaj teksty na później.

Dodaj komentarz