Bas podskakuje, rytm ciągnie do przodu, a dwa głosy podają sobie kolejne zdania. W „Ain’t No Mountain High Enough” bliskość ma własny napęd. Słucham Marvina Gaye’a i Tammi Terrell i wierzę, że za chwilę ktoś rzeczywiście ruszy w drogę. Potem włączam Amy Winehouse. Muzyka zachowuje znajomy rozmach, ale człowiek, na którego czekaliśmy, właśnie odchodzi. W tym zestawieniu najbardziej porusza mnie właśnie to: brzmienie obietnicy może unieść także jej koniec.
Obietnica Marvina i Tammi

„Ain’t No Mountain High Enough”, napisane przez Nickolasa Ashforda i Valerie Simpson, ukazało się w wykonaniu Marvina i Tammi w 1967 roku. Biblioteka Kongresu
Słychać tu lekkość, która wcale nie oznacza obojętności. Bas sprężynuje pod głosami, perkusja pilnuje kroku, refren otwiera całą przestrzeń. Marvin zaczyna zdanie, Tammi odpowiada, potem oboje wzmacniają tę samą obietnicę. Jedno zapewnienie natychmiast znajduje drugie.
Góry, doliny i rzeki układają się w mapę przeszkód, które miłość potrafi pokonać. Jednak najbardziej przekonuje mnie sposób śpiewania. Jest w nim pośpiech kogoś, kto już zakłada płaszcz. Jeszcze mówi, ale za moment będzie przy drzwiach.
Ta bliskość została zbudowana także w studiu. Najpierw nagrano Tammi, później dodano głos Marvina. Ich rozmowa powstała z osobnych wykonań. Classic Motown
Trudno o piękniejszy szczegół w piosence o pokonywaniu odległości. Dwa głosy spotykają się na taśmie tak naturalnie, jakby żaden dystans nigdy między nimi nie istniał.

Rozstanie Amy

„Tears Dry on Their Own” z albumu „Back to Black” z 2006 roku wyrasta bezpośrednio z tej kompozycji. Produkowany przez Salaama Remiego utwór wykorzystuje interpolację „Ain’t No Mountain High Enough”. Muzyczny materiał wcześniejszej piosenki zostaje wpleciony w nowe nagranie. Classic Motown, kredyty albumu, dane wydania
To pokrewieństwo słychać pod wokalem. Znajomy puls zostaje, ale Amy układa nad nim własną opowieść. Jej frazy są gęste, chwilami jakby za ciasne dla tak pogodnego podkładu. Słowa napierają na rytm. Zostaje w nich żal, rozdrażnienie i świadomość, że rozum już coś ustalił, a przywiązanie wciąż robi swoje.
U Marvina i Tammi każde wezwanie znajduje odpowiedź. Amy śpiewa o relacji, z której musi się wydostać, choć nadal nie umie odejść. Nawet kiedy głos nabiera stanowczości, wcześniejsze wyznanie zostaje w uchu. Tekst utworu
Dlatego nie słyszę tutaj gotowego zwycięstwa. Słyszę próbę wypowiedzenia zdania, które ma się wreszcie stać prawdą. Refren brzmi pewniej niż zwrotki, jakby Amy ćwiczyła przyszłą wersję siebie.
Muzyka daje tej próbie oparcie. Perkusja i tamburyn utrzymują ruch, dęte rozjaśniają brzmienie. Kredyty albumu Można jeszcze rozpamiętywać każde spotkanie, a jednocześnie poruszać się do przodu. Ciało łapie rytm, zanim głowa przestanie wracać.
Motown w XXI wieku
Między nagraniami mija 39 lat. W tym czasie soul staje się także archiwum: brzmieniem, z którego kolejne pokolenia wyciągają własne historie. Amy sięga do niego z głosem, który nie pozwala pomylić epok. Znajomy puls spotyka słowa pozbawione romantycznej osłony.
Mark Ronson pomógł zbudować świat „Back to Black”, produkując między innymi „Rehab” i utwór tytułowy. „Tears Dry on Their Own” powstało jednak pod producencką opieką Salaama Remiego. Kredyty albumu
W tej konkretnej parze piosenek zmiana jest niemal namacalna. W 1967 roku muzyka niesie zapewnienie, że ktoś przyjdzie. W 2006 roku pomaga zostać na nogach, kiedy ktoś wychodzi. Dawne brzmienie nadal potrafi poruszyć ciało. Amy sprawdza, czy uniesie także to, co zostało po rozstaniu.

Dwa kierunki tego samego ruchu
Po Amy wracam do Marvina i Tammi. Teraz ich pewność słyszę trochę inaczej. Jest w niej coś cudownie hojnego. Oboje śpiewają tak, jakby obecność drugiego człowieka była sprawą, którą da się po prostu załatwić. Wystarczy ruszyć. Pokonać drogę. Dotrzeć.
Amy zna inną przeszkodę. Można być blisko, a mimo to nie dostać miejsca w czyimś życiu. Można wiedzieć, że trzeba odejść, i nadal czekać. Najdłuższa droga zaczyna się wtedy, kiedy przestaje chodzić o kilometry.
Ten sam muzyczny fundament niesie więc dwa różne pragnienia. U Marvina i Tammi rytm przyspiesza spotkanie. U Amy pozwala wyobrazić sobie życie po nim. Wciąż jest w tym ciepło, nadal chce się poruszać. Zmienił się kierunek.
Chyba dlatego warto słuchać tych piosenek jedna po drugiej. Najpierw jest cała radość z tego, że ktoś odpowiada. Potem zostaje znajoma muzyka i głos, który musi sam znaleźć dalszy ciąg.
Bas dalej podskakuje. Drugi głos nie wraca.


Dodaj komentarz