Błażej Król śpiewa o niedotrzymanym spotkaniu. Miał być spacer, rzeka, park, znajome miejsca. Tytuł brzmi jak początek przeprosin, które ktoś długo układał sobie w głowie. Melodia pozwala przez chwilę zostać przy tej wersji wydarzeń. Można pomyśleć o rozstaniu. O kimś, kto obiecał za dużo. O wszystkich wspólnych planach, których potem żadne z dwojga nie chce wykreślić z kalendarza.
Tylko że chłopak z „Miałem zabrać cię nad rzekę” został postrzelony. Umiera, wciąż zajęty myślą o ukochanej. Tak opowiadał o nim sam Król. Piosenka znalazła się na „Łączy nas…”, albumie przygotowanym w 2026 roku z Muzeum Powstania Warszawskiego. Jej bohater nie ma ochoty rozstawać się ze światem. Przecież ktoś na niego czeka.
Od tej chwili tytułu słucha się inaczej. Najbardziej boli jego zwyczajność. To zdanie mogłoby paść w naszej kuchni, w tramwaju, przez telefon. Każdy potrafi obiecać spacer. Dopiero wojna robi z tej obietnicy coś, czego nie sposób spełnić.
▶ Błażej Król · Miałem zabrać cię nad rzekę · teledysk · Spotify
Moi dziadkowie byli wtedy małymi dziećmi, daleko od Warszawy. Myślę o tym, kiedy próbuję sobie wyobrazić ludzi z powstańczych fotografii. Dzieci, które mogły kiedyś zostać czyimiś dziadkami. Młodych dorosłych, którzy mogli się zestarzeć, zacząć powtarzać te same historie, narzekać na pogodę. Ten sam czas, różne miejsca. Całe przyszłe rodziny, o których nikt jeszcze nic nie wiedział.
Chcę tym tekstem upamiętnić tych, którzy walczyli o wolność i możliwość spokojnego życia. Także cywilów zabitych w domach, na ulicach i w schronach. W tych piosenkach znajduję dla nich miejsce blisko nas: przy stole, przed lustrem, obok osoby, z którą mieli wrócić do domu. Wystarczy jedna twarz, żeby słowo „ofiary” przestało mieścić wszystko.
U Organka na początku łatwo się pomylić. „Idziemy w miasto”, nagrane z Klaudią Szafrańską, niesie miękki, syntezatorowy pop i refren, do którego ciało może ruszyć wcześniej, niż głowa zdąży sprawdzić tekst. Sam tytuł uruchamia dobrze znany plan: zebrać znajomych, wyjść, zdecydować po drodze. Jest w nim swoboda ludzi, którzy mogą rozporządzać własnym wieczorem.
A potem okazuje się, że od dwóch dziewczyn nie ma wiadomości. Te same słowa zaczynają znaczyć coś zupełnie innego. Wyjście w miasto staje się wyjściem w niebezpieczeństwo, a brak odpowiedzi przestaje być drobną przykrością. Piosenka zachowuje swoją lekkość. I to właśnie ona uwiera: słyszymy energię młodych ludzi, którzy chcieliby jeszcze mieć dokąd pójść. Ten kontrast brzmienia i opowieści jest jednym z najmocniejszych pomysłów na „Ocali nas miłość”.
▶ Organek, Klaudia Szafrańska · Idziemy w miasto · oficjalne wideo
Płytę z 2021 roku zainspirowały fotografie Eugeniusza Lokajskiego, pseudonim Brok. Na jego zdjęciach obok zniszczenia i walki przetrwały uśmiechy, chwile odpoczynku, ślub. Dzięki nim można zobaczyć coś, co łatwo zgubić, kiedy patrzy się na Powstanie wyłącznie przez daty: życie toczyło się nawet wtedy, kiedy nie miało już niemal żadnych warunków.
„Fotograf Brok” pozwala przemówić człowiekowi stojącemu po drugiej stronie aparatu. Organek zaczyna od głosu bliskiego mowie; opowieść ma pierwszeństwo przed popisem. Późniejsza partia gitary poszerza ją o emocję, dla której trudno znaleźć równie proste słowa. Fotograf patrzy na ludzi, a my przez chwilę patrzymy razem z nim. Jeszcze nie trzeba znać ich dalszych losów, żeby chcieć, aby wyszli z tego cało.
Lokajski zginął 25 września 1944 roku pod gruzami kamienicy przy Marszałkowskiej 129, gdzie mieścił się sklep fotograficzny. Jego negatywy przechowała siostra, Zofia Domańska. Ta historia ma więc jeszcze jedną bohaterkę. Ktoś nacisnął migawkę. Ktoś inny ocalił materiał, na którym zostały twarze. Po wielu latach piosenka sprawia, że znowu zatrzymujemy przy nich wzrok.
▶ Organek · Fotograf Brok · teledysk
Wcześniej bardzo mocno potrafiło zatrzymać nas Lao Che. Wydane w 2005 roku „Powstanie Warszawskie” od razu ujawnia temat. Umieszczam je tutaj jako punkt odniesienia, bo w „Starym Mieście” również słychać, jak łatwo pomylić energię z radością. Jest zadziorność, pęd, zbiorowy głos, który można podchwycić. Z czasem pewność ustępuje wyczerpaniu, a utwór dociera do ludzi szukających wyjścia z miejsca, którego nie da się już obronić.
Ta muzyka potrzebuje ruchu, żeby pokazać jego kres. Gardło, które przed chwilą śpiewało z całej siły, za moment musi krzyczeć o ratunek. Słuchając jej obok Organka, można dostrzec, jak różne formy przybiera ten sam ludzki odruch: jeszcze się śmiać, jeszcze coś zawołać, nie dać po sobie poznać, jak bardzo człowiek się boi.
▶ Lao Che · Stare Miasto · oficjalne audio · Spotify
Po tym krzyku warto posłuchać „Aluni”. Smolik i Natalia Grosiak zostawiają więcej powietrza. Łagodna melodia i oszczędne brzmienie pozwalają podejść bardzo blisko historii miłosnej. W jej centrum pojawia się sukienka na ślub. Przedmiot tak zwyczajny, że bez znajomości kontekstu można przeoczyć wszystko, co się za nim kryje.
„Historie”, wspólny album Smolika, Grosiak i Miuosha z 2016 roku, powstały z wspomnień czworga ludzi, których losy naznaczyło Powstanie. Piosenki sąsiadują tu z fragmentami archiwalnych wypowiedzi. Alunia ma nazwisko: Alina Augustowska-Mrozowska. Podczas Powstania była cywilką. Ona i Jurek zostali rozdzieleni, a wspólne życie, które mogło się wtedy zacząć, odsunęło się o dziesięciolecia.
Odnaleźli się w 2001 roku. W 2003 wzięli ślub, oboje po osiemdziesiątce. Alina opowiadała później o weselu, o tańcu, o bolących nogach. Jerzy zmarł trzy lata po ślubie. We wspomnieniu zachowała szczegóły ich późnego szczęścia: ubrania, przyjęcie, radość z tego, że wreszcie są razem. Przy tych konkretach łatwiej pojąć, jak długie potrafią być skutki jednego rozstania. Wojna zabrała im wspólne lata. Na weselu Alunia tańczyła, ile mogła.
▶ Smolik, Natalia Grosiak · Alunia · oficjalne nagranie MPW · Spotify
Mela Koteluk i Kwadrofonik przypominają z kolei, jak wiele życia mieściło się w wyobraźni Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. „Astronomia” ma w sobie rozmarzenie; głos odrywa słowa od szkolnej ławki, a muzyka pozwala im krążyć. Można zatrzymać się przy samym pięknie tej piosenki. Przy tym, że ktoś tak widział świat i umiał go tak zapisać.
Album „Astronomia poety. Baczyński” ukazał się w 2020 roku na 76. rocznicę Powstania. Mela Koteluk i Bartek Wąsik, pianista Kwadrofonika, chcieli pokazać poetę zakochanego w życiu. Ta perspektywa wiele zmienia. Zamiast czytać każdy wers od razu przez wiedzę o jego śmierci, można najpierw dać się zachwycić. Wtedy strata staje się dotkliwsza: dotyczy także wszystkich zdań, których ten człowiek nie zdążył napisać.
▶ Mela Koteluk, Kwadrofonik · Astronomia · teledysk
Brodka przenosi tę pamięć w brzmienie współczesnej Warszawy. W „Mojej drodze”, nagranej z Hadesem i producentem 2K88, rap spotyka się ze śpiewem, a miasto staje się ciasne od lęku. Tytuł mógłby zapowiadać osobistą historię o szukaniu miejsca dla siebie. Tekst stopniowo odbiera jednak bohaterom grunt, światło i poczucie, że ktokolwiek jeszcze nad tym panuje.
Utwór zapowiadał „WAWA”, projekt na 80. rocznicę Powstania w 2024 roku. Brodka zebrała na nim nowe kompozycje i nowe wykonania starszych utworów o Warszawie. Związek z rocznicą nie oznacza, że każda z tych piosenek od początku opowiadała o 1944 roku. Siła tego pomysłu tkwi również w zestawieniu: znane miasto, rozpoznawalny dźwięk, a obok świadomość tego, co wydarzyło się pod tymi samymi adresami.
W takim sąsiedztwie współczesna Warszawa nie jest już tylko miejscem, w którym coś się załatwia, na coś się czeka i gdzieś się spieszy. Można nadal robić wszystkie te rzeczy, a jednocześnie pomyśleć o poprzednich mieszkańcach ulicy. Muzyka zostaje w słuchawkach. Adres zostaje w głowie.
▶ Hades, Brodka, 2K88 · Moja droga · teledysk
Dlatego chcę wracać do tych nagrań również wtedy, gdy minie rocznica. Każde przechowuje coś innego: czyjś głos, twarz, lęk przed rozstaniem, radość, którą udało się ocalić. Nie wszystkie brzmią pogodnie. Nie wszystkie ukrywają swój temat równie głęboko. Łączy je uważność wobec człowieka, któremu historia weszła w środek życia.
Szczególnie zostaje ze mną ta odrobina lekkości u Króla i Organka. Dzięki niej przez chwilę możemy sobie wyobrazić, że wszystko jeszcze jest możliwe. Wyjście ze znajomymi, ślub, następne lato. W tym świetle lepiej widać, co zostało odebrane. Uśmiech na fotografii pozwala pomyśleć o przyszłości osoby, która się uśmiecha.
A potem wraca chłopak, który miał zabrać ukochaną nad rzekę. Chciałbym, żeby największym kłopotem tego popołudnia był deszcz. Żeby mogli pokłócić się o spóźnienie, przemoknąć, wrócić do domu. Żeby następnego dnia mieli sobie co opowiadać.
Tym ludziom należy się także pamięć o życiu, którego chcieli. O wolności tak zwyczajnej, że pozwala umówić się na jutro i być pewnym, że jutro nadejdzie.
Otwórz ten tekst w aplikacji Tony Muzyki. Wybierz język i odkrywaj kolejne artykuły.


Dodaj komentarz