Album: NIGREDO
Na zapowiedzianym wydaniu CD „NIGREDO” pierwsze jest „WSTYD”, ostatnia „EWAKUACJA”. Na winylu „EWAKUACJA” otwiera stronę żółtą, a całą podaną kolejność zamyka „MILCZĘ PATRZĘ”. [1][2]
Te same piosenki, inaczej ustawione drzwi.
Już sam ruch jednego tytułu zmienia możliwą lekturę albumu. W pierwszym układzie można szukać drogi wyjścia. W drugim wyjście następuje na początku, a potem trzeba jeszcze zobaczyć, co człowiek wyniósł ze sobą.
Biorę do ręki obie listy i sprawdzam, co robi ze mną ich kolejność.
To bardzo muzyczna sprawa. Piosenka ma przecież sąsiadów. Czasem ostatni utwór rozstrzyga, o czym zapamiętamy cały album.
„NIGREDO” ukazało się cyfrowo 23 października 2026 roku. Premiera CD została zapowiedziana na 6 listopada. [3][1]
Cztery strony jednego głosu
Paweł Krawczyk, Michał „Fox” Król, Andrzej Smolik i Marcin Macuk przygotowali po trzy utwory. Każdy producent dostał własną stronę winylu. [4]
Podoba mi się materialność tego pomysłu. Kolejne spotkanie zaczyna się po odwróceniu płyty. Słuchacz musi wykonać niewielki ruch ręką.
Zmiana współpracownika dostaje własną granicę i własną porcję czasu.
W zapowiedzi projektu podkreślano wieloletnie związki producentów z różnymi etapami twórczości Nosowskiej. Album powstaje więc z ludźmi, którzy już wcześniej spotykali jej głos w innych okolicznościach. [4]
To ciekawszy punkt wyjścia niż jubileuszowy spacer po największych przebojach.
Zamiast ustawiania dawnych piosenek w gablocie pojawiają się nowe. Można sprawdzić, co zostało z porozumienia, kiedy obie strony zdążyły się zmienić.
Ten układ stawia też konkretne pytanie o autorkę. Co sprawia, że cztery zestawy kompozycji nadal mogą tworzyć jej album?
Nie trzeba szukać odpowiedzi wyłącznie w brzmieniowym podobieństwie. Może ją dawać sposób patrzenia, dobór niewygodnego szczegółu, zdanie, które nie pozwala zbyt szybko odwrócić głowy.
Przy „NIGREDO” właśnie teksty podpowiadają mi taki wspólny punkt.
Rozmowa nie dociera
W „SŁOWACH”, przygotowanych z Krawczykiem, bliskość dwóch osób nie zapewnia porozumienia. W tekście codzienna rozmowa przechodzi obok bohaterki, a zwykłe szczegóły otoczenia zajmują więcej miejsca niż obecność rozmówcy. [4][5]
To drobna, dotkliwa sytuacja. Ktoś mówi. Ktoś drugi słyszy, lecz kontakt nie następuje.
Najłatwiej byłoby nazwać ją obojętnością i zamknąć sprawę. Mnie bardziej interesuje wysiłek potrzebny do pozostawania w takim pokoju.
Siedzieć wystarczająco blisko, żeby rozmowa wyglądała na wspólną. Reagować w porę. Nie przegapić własnego imienia.
Piosenka daje tej sytuacji ciało i otoczenie. Dzięki szczegółom samotność przestaje być wielkim słowem nadrukowanym na plakacie.
Może wydarzać się przy stole, w środku zwykłego dnia. Bez wyjazdu, rozstania, pustego mieszkania.
Ten rodzaj pisania nie potrzebuje od razu rozwiązania. Najpierw musi sprawić, żebyśmy rozpoznali odległość tam, gdzie formalnie wszystko stoi blisko siebie.
Właśnie to odłączenie traktuję jako jeden z punktów, od których można zacząć lekturę całej płyty.
Tłum ma gotowy rozmiar
W „SEDNIE”, napisanym muzycznie przez Macuka, pojawia się presja zbiorowości, pilnowanie własnych słów i różnica między publiczną postawą a tym, co zna bliska osoba. [4][6]
Interesuje mnie tu koszt dopasowania. Czasem trzeba schować tak niewiele, że zmiany prawie nie widać.
Pominąć jedno zdanie. W odpowiedniej chwili się uśmiechnąć. Pozwolić, żeby cudze określenie zostało przy naszym nazwisku.
Po pewnym czasie trudno sobie przypomnieć, gdzie kończy się własna ostrożność, a zaczyna cudza instrukcja.
Tytułowe sedno czytam jako pytanie o to, co przetrwało te drobne korekty.
Ważna staje się obecność kogoś, przy kim nie trzeba odgrywać całej wersji przeznaczonej dla widowni.
To nie rozwiązuje konfliktu ze światem. Daje jednak punkt odniesienia. Choćby jedną osobę, która rozpoznaje twarz również po zdjęciu obowiązkowego wyrazu.
Obok „SŁÓW” ten utwór tworzy ciekawą parę. Tam bliskość jest dostępna fizycznie, ale rozmija się z kontaktem. Tutaj prywatna wiedza o człowieku może ocalić coś przed publicznym uproszczeniem.
Bufet i widownia
W „MILCZĘ PATRZĘ”, powstałym ze Smolikiem, tekst skupia się między innymi na konsumpcji, nadmiarze i scenie jedzenia, która odsłania więcej niż sam apetyt. [4][7]
Wystarczy przyjrzeć się temu, co ląduje na talerzu, co zostaje i jak zachowuje się człowiek mający wszystkiego pod dostatkiem.
Taki obraz działa, bo nie zaczyna się od abstrakcyjnego oskarżenia.
Najpierw widzimy czynność. Dopiero potem pojawia się pytanie, co mówi ona o swoim wykonawcy.
Równie ciekawa jest pozycja obserwatorki. Patrzenie nie stawia automatycznie poza sceną. Milczenie też zajmuje w niej miejsce.
Czy można wystarczająco długo przyglądać się cudzej zachłanności, żeby nie zauważyć własnej wygody?
Dla mnie to mocniejsze pytanie niż łatwe podzielenie sali na winnych i tych, którzy już wszystko zrozumieli.
Zwłaszcza gdy „MILCZĘ PATRZĘ” zostaje na sam koniec winylowej kolejności. Ostatnią czynnością jest wtedy dalsze patrzenie.
Po wyjściu też jest człowiek
Nosowska tłumaczyła tytuł albumu potrzebą wejścia w to, co wyparte, wstydliwe i bolesne. [4]
Ten komentarz pomaga zrozumieć kierunek, ale najwięcej robią dla mnie konkretne sceny: niedocierająca rozmowa, kontrolowane zdanie, talerz zostawiony po posiłku.
W nich duży temat dostaje rozmiar pojedynczego gestu.
Wracam więc do „EWAKUACJI” i jej dwóch miejsc w kolejności.
Samo wyjście można potraktować jako finał. Można też uznać je za początek pracy nad tym, co nadal mieści się w człowieku.
Druga możliwość wydaje mi się trudniejsza i ciekawsza.
Drzwi zostały za plecami. Własny głos przyszedł razem z nami.
Źródła
1. Oficjalny sklep, data premiery i kolejność CD
2. Oficjalny sklep, kolejność stron wydania winylowego
3. Apple Music, data premiery cyfrowej
4. Kayax, koncepcja albumu, producenci i wypowiedzi Nosowskiej


Skomentuj