← Wszystkie teksty

J. Bernardt. Czternaście lat później

J. Bernardt na tle słonecznej ściany. Czternaście lat później. Logo Tony Muzyki.

Gitara, trochę soulowego rozkołysania i znajomy głos, który najwyraźniej ma dziś ochotę wyjść z domu. „Love Is On My Mind” J. Bernardta przyciągnęło mnie nastrojem. Jest w tej piosence lekkość, ale też coś, co zatrzymuje przy niej dłużej, niż przewidywał plan dnia. Zresztą plan dnia od dawna przegrywa u mnie z belgijską muzyką.

Jinte’a Depreza poznałem osobiście na koncercie Balthazarów w Berlinie w 2012 roku. Czternaście lat temu. Musiałem to policzyć, a następnie przez chwilę nie zgadzać się z wynikiem. Balthazarów uwielbiam i staram się śledzić solowe poczynania członków zespołu. Mają nade mną tę przewagę, że wystarczy znajome nazwisko, żebym znalazł czas na kolejne nagranie.

Tak trafiłem również tutaj. Deprez, jeden z wokalistów Balthazara, pod szyldem J. Bernardt zdążył już wydać „Running Days” w 2017 roku i „Contigo” siedem lat później. Teraz szykuje trzeci album. „Wild Swim” ukaże się 13 listopada, a nowy singiel, wydany 26 sierpnia, jest jego drugą zapowiedzią. Szczegóły premiery.

W „Love Is On My Mind” podoba mi się ta odrobina zuchwałości. Soulowy pop pozwala Deprezowi rozgościć się w melodii, a piosenka ma dość swobody, żeby nie wyglądać na szczególnie przejętą własnym urokiem. To bardzo belgijska bezczelność: zrobić coś chwytliwego i zachowywać się, jakby po prostu tak wyszło. Rozbawienie i pewność tego nagrania zauważa też The Joy of Violent Movement. Mnie właśnie ten nastrój przy nim zatrzymał.

Ciekawy jest początek samego utworu. Deprez napisał go przy starym pianinie, choć w gotowej piosence prowadzi gitara. Przy pracy nad albumem zmienił zresztą więcej niż instrument. Pojechał sam do Los Angeles i nagrywał w studiu 64 Sound z Paulem Butlerem, producentem znanym między innymi ze współpracy z Michaelem Kiwanuką i Devendrą Banhartem. Wiele utworów powstawało podczas wspólnego grania, w pojedynczych podejściach. Deprez opowiada o tych sesjach przede wszystkim jako o odkrywaniu przyjemności śpiewania. O powstawaniu „Wild Swim”.

Lubię myśl, że po tylu latach można jeszcze podejść do mikrofonu i czymś się zdziwić. Zwłaszcza kiedy umie się samemu pisać, grać, aranżować i produkować. Ktoś zajmuje się brzmieniem, obok grają inni muzycy, a człowiek może przez chwilę skupić się na własnym głosie. Na całą płytę poczekamy do listopada. Ten singiel daje mi wystarczający powód, żeby pamiętać o dacie.

W Tonach Muzyki prowadzą do niego już dwie ścieżki: Balthazar i „Blood Like Wine” oraz Warhaus, projekt Maartena Devoldere’a. Słuchając ich osobno, można wracać do zespołu z innym uchem. Znajoma barwa głosu zaczyna kojarzyć się z kolejną piosenką, a dawne nagrania dostają nowe sąsiedztwo.

Berliński koncert zostaje w 2012 roku. Jinte nagrywa w Los Angeles, ja słucham w Słupsku. Pomiędzy mieszczą się kolejne płyty i czternaście lat, których nadal nie zamawiałem. „Love Is On My Mind” ma jednak tę zaletę, że na chwilę przestaję je liczyć.

Tony Muzyki także w aplikacji.
Wybierz język lektury i zachowaj teksty na później.

Dodaj komentarz