Nazywam się Konrad Jan Kaczmarczyk. Urodziłem się 30 września 1988 roku w Słupsku i właściwie od zawsze żyję muzyką, nie gdzieś obok niej, tylko w niej, jakby była naturalnym środowiskiem, w którym łatwiej mi oddychać i rozumieć świat.

Byłem tym gościem, który ludziom układał soundtracki do ich życia, albo chociaż ich fragmentów, działając trochę jak kurator emocji, ktoś, kto potrafi wyłowić z tysięcy utworów ten jeden, idealnie trafiający w moment, w stan, w coś, czego często sami nie potrafili nazwać, czy to przy rozstaniach, zakochaniach, powrotach, czy wtedy, kiedy wszystko się sypie i trzeba się jakoś pozbierać, nawet jeśli nie do końca wiadomo jak. W 2003-4 roku trafiłem do chóru Kantele przy I LO w Słupsku i tak już zostało na długie lata, rozbijałem się po różnych chórach, bo śpiew był dla mnie czymś kompletnie naturalnym, czymś, nad czym się nie zastanawiasz, tylko robisz, tak jak oddychasz, bez analizy i bez kalkulacji, po prostu będąc w tym.

Potem przyszedł 2022 rok i wypadek, TIR, kilka sekund, które bez pytania dzielą życie na „przed” i „po”, zostawiając Cię w miejscu, w którym musisz nauczyć się wszystkiego na nowo, nawet jeśli wcześniej wydawało Ci się, że masz już wszystko poukładane. Przeżyliśmy wszyscy i to jest najważniejsze, ale nie ma sensu udawać, że takie rzeczy nie zostawiają śladu, bo zostawiają, i to głębiej, niż chciałbyś przyznać, zmieniając nie tylko ciało, ale też sposób patrzenia na ludzi, relacje i samego siebie. Dziś moje życie wygląda inaczej, niż planowałem, żona i dzieci są daleko, ciało ma swoje ograniczenia, a historia mojego małżeństwa dobiega końca, zostawiając więcej pytań niż odpowiedzi. Ale jest coś, czego to wszystko mi nie zabrało. Muzyka dalej działa, dalej trafia i dalej potrafi zrobić ze mną porządek albo totalny chaos, w zależności od tego, czego akurat potrzebuję.

Nie mogę jeszcze wrócić do śpiewania i grania tak, jak bym chciał, więc robię to, co mogę, piszę o utworach, emocjach i tych momentach, kiedy jeden dźwięk potrafi rozwalić Cię na kawałki albo poskładać lepiej niż cokolwiek innego, i robię to uczciwie, bez udawania i bez grania pod kogokolwiek.

Pomysłów mam absurdalnie dużo, na tyle dużo, że mógłbym nimi obłożyć kilka bibliotek i jeszcze by zostało, więc codziennie dokładam swoje w Tony Muzyki, budując coś, co ma sens, nawet jeśli droga do tego sensu jest momentami cholernie wyboista. Krnąbrny? Pewnie. Niepokorny? Zdecydowanie. Jeśli mam coś jeszcze do powiedzenia, to właśnie tutaj i nie zamierzam tego w sobie dusić.

To dopiero początek. Nie zmienię świata, ale mogę zmienić jedną piosenką czyjś dzień, a czasem to wystarczy bardziej niż wszystko inne.

Dodaj komentarz