← Wszystkie teksty

Barbara Wrońska. Rzeka pod spodem

Poziomy baner artykułu Barbara Wrońska. Rzeka pod spodem: rzeka pod mostem, ciepłe odbicie światła i logo Tony Muzyki.

„Ochroń mnie bezbronnością”. Barbara Wrońska mieści w trzech słowach coś, na co zwykle zużywamy całe rozmowy. Ktoś musiałby podejść wystarczająco blisko, żeby zobaczyć wszystkie miejsca, które nauczyliśmy się zasłaniać. I przez chwilę pozwolić nam niczego nie zasłaniać.

„Człowiek spotyka człowieka”, singiel wydany 21 października 2026 roku, powstał w produkcji Mateusza Hulboja. Spokojny, płynący charakter nagrania dobrze mieści się w opowieści o potrzebie bliskości. To muzyka na moment, w którym po całym dniu można wreszcie usiąść i usłyszeć, jak bardzo brakuje czyjegoś głosu.

W tekście pojawia się język dźwięku. Pasma, ich nasycenie, głębia. Człowiek zostaje opisany trochę jak nagranie, którego ktoś słucha z uwagą. Trzeba wychwycić, co ginie, co boli, w którym miejscu wszystko robi się zbyt ostre. Tak odczytuję tę piosenkę: jako pragnienie, żeby ktoś rozpoznał nas także wtedy, gdy sami słyszymy w sobie głównie szum.

Dla kogoś, kto od lat przesyła ludziom piosenki, to znajomy sposób porozumiewania się. Wklejony utwór bywa wiadomością, której nie umieliśmy napisać. Posłuchaj. Tu jest coś, co chciałbym ci powiedzieć. Może usłyszysz.

Wiadomość zostaje

Ten singiel ukazał się dzień po mojej rozprawie rozwodowej. Dwie sąsiadujące daty, które trudno mi teraz od siebie oddzielić.

Są takie dni, kiedy telefon waży więcej niż zwykle. Kładziesz go ekranem do dołu, po chwili odwracasz. Jeszcze raz. Wiesz przecież, że od patrzenia niczego nie przybędzie. A jednak sprawdzasz.

W ostatnich dniach różne pożegnania nałożyły mi się na siebie. Czasem sam muszę przez chwilę posłuchać, za czym właściwie tęsknię.

Najdłużej utrzymują się drobne odruchy. Chęć opowiedzenia komuś o czymś śmiesznym. Odruch wysłania zdjęcia. Znalezienie piosenki i ta krótka pewność, do kogo powinna trafić. Dopiero potem przychodzi zawahanie.

Wrońska daje mi punkt zaczepienia właśnie tutaj. W samym tytule pozostawia dwoje ludzi, zanim dopiszemy im wspólną przyszłość. Samo spotkanie jest już czymś. Ktoś usłyszał nasz głos wśród innych głosów. Znał drobiazg, którego nikt wcześniej nie zauważał. Przez jakiś czas można było dzielić zwykły dzień.

Po końcu łatwo wracać do tamtych chwil z ołówkiem w ręku. Skreślać. Poprawiać znaczenia. Sprawdzać, czy pod każdym czułym gestem od początku nie było czegoś, czego nie umieliśmy odczytać. W końcu cała przeszłość zaczyna przypominać dokument pokreślony tak gęsto, że trudno zobaczyć własne zdania.

Chciałbym umieć zostawić kilka z nich w spokoju. Pamiętać, że wtedy było mi dobrze. Że czyjś śmiech naprawdę mnie rozśmieszał. Że potrafiłem czekać na przyjazd i że samo to czekanie bywało przyjemne. Koniec przyszedł później. Teraz zajmuje dużo miejsca.

Pod naszymi budowlami

W piosence pod tym, co zbudowane przez ludzi, płynie rzeka. Wracam do tego obrazu. Na powierzchni można ustawić całe życie: dni tygodnia, adresy, wspólne zakupy, godziny przyjazdów. Można przyzwyczaić się do porządku tak bardzo, że zaczyna przypominać krajobraz.

A później zmienia się jeden adres, jedna odpowiedź, jedno słowo. Rzeczy stoją na swoich miejscach, tylko nie bardzo wiadomo, jak teraz między nimi mieszkać.

Rzekę z tego utworu czytam po swojemu. Płynie w niej to, co nadal pozwala wyciągnąć rękę do drugiego człowieka. Ciekawość. Czułość. Czasem bardzo zmęczona gotowość, żeby kogoś wysłuchać. Na powierzchni może być akurat sporo gruzu.

Znam też tęsknotę, którą trzeba wpisać między dwa miasta. Odmierza się ją do kolejnego spotkania. Połączenie wideo trwa chwilę, a potem wraca zwykły rozmiar pokoju. Są dwa małe głosy, które potrafią go wypełnić nawet z daleka. Dla nich wciąż chce się wymyślać przyszłość.

Przy takiej tęsknocie słowo „bliskość” nabiera wymiarów. Ma długość drogi, godzinę rozmowy, wielkość ramion, w których ktoś próbuje się zmieścić. I ten krótki moment przy powitaniu, kiedy wszystko inne może poczekać.

Dlatego tytuł Wrońskiej rozumiem szerzej niż opowieść o dwojgu zakochanych. Mieszczą się w nim również przyjaciel, który dzwoni bez konkretnej sprawy, i dziecko, które chce pokazać coś do kamery. Każde z tych spotkań na chwilę przywraca proporcje.

Wracam wtedy do prośby Wrońskiej o uważność. Do pomysłu, że można zbliżyć się do kogoś, odsłaniając własną bezbronność. W tym spotkaniu obie osoby mają coś delikatnego do powierzenia. Obie muszą znaleźć na to miejsce.

Jeszcze będzie do kogo

Słuchając takiej piosenki, łatwo zacząć układać ją pod jedną osobę. Każde zdanie znajduje adresata. Każdy obraz przypomina coś, co było nasze. Sam znam ten odruch aż za dobrze.

Chciałbym jednak zostawić w tym tekście trochę miejsca także dla siebie. Dla człowieka, który za kilka dni będzie musiał przeczytać coś na zajęcia, napisać kolejny artykuł, odebrać telefon. Który znów znajdzie jakiś znakomity utwór i przez chwilę zapomni, że miał być smutny.

Jeszcze nie wiem, jak będzie wyglądała moja codzienność. Mam w niej kilka stałych punktów. Dwa głosy. Muzykę. Ludzi, do których mogę się odezwać. Jest też wiara, z którą czasem umiem tylko posiedzieć po cichu.

Na końcu tej piosenki zostawiam sobie obraz wody. Pod wszystkim, co dzisiaj trudno poukładać, nadal coś płynie.

Chciałbym jeszcze kiedyś znaleźć piosenkę i wysłać ją bez tego krótkiego zawahania.

Cudem jest; gdy człowiek spotyka człowieka. Amen.

Tony Muzyki także w aplikacji.
Wybierz język lektury i zachowaj teksty na później.

Skomentuj