Są artyści, których odkrywa się w drodze do pracy. I są tacy, na których trafia się późno w nocy, kiedy wszystko wokół już trochę ucichło. Muzyka Warhaus należy zdecydowanie do tej drugiej kategorii. To nie są piosenki na poranek, kiedy w telefonie dzwoni budzik, ani na głośne imprezy. To raczej muzyka na momenty pomiędzy. Na ciszę po rozmowie. Na drogę powrotną przez puste miasto. Na wieczory, kiedy człowiek bardziej słucha siebie niż świata.

Za projektem Warhaus stoi Maarten Devolder znany przede wszystkim jako jeden z filarów belgijskiego zespołu Balthazar. Tam jest częścią kolektywu, eleganckiego, świetnie zorganizowanego organizmu indie rockowego. Warhaus jest czymś zupełnie innym. To bardziej prywatny pokój niż scena. Miejsce, w którym Devolder pozwala sobie na większą intymność, na półszept, na opowieści, które nie potrzebują głośnych refrenów.

Już pierwsze nagrania Warhaus pokazały, że nie chodzi tu o zwykły poboczny projekt muzyka z popularnego zespołu. Ta muzyka ma własną atmosferę i własny rytm. Jest oszczędna, momentami wręcz minimalistyczna. Sekcja rytmiczna często brzmi jak spokojne bicie serca. Pojawiają się trąbki, smyczki, czasem dyskretne syntezatory. Wszystko podporządkowane jest jednak głosowi Devoldera. Niskiemu, lekko chropowatemu, prowadzonemu gdzieś pomiędzy śpiewem a opowieścią.

W piosenkach Warhaus jest coś filmowego. Nie w sensie monumentalności, lecz raczej w sposobie budowania scen. Utwory brzmią jak fragmenty historii. Jak krótkie kadry z życia bohaterów, których nie poznajemy do końca. Słyszymy ich głosy, widzimy półmrok pomieszczeń, czujemy napięcie między słowami. Wiele z tych piosenek sprawia wrażenie rozmów prowadzonych późno w nocy, kiedy człowiek przestaje udawać i zaczyna mówić rzeczy naprawdę ważne.

Ta estetyka nie jest przypadkowa. Warhaus wyrósł częściowo z fascynacji muzyką Serge’a Gainsbourga, Leonardem Cohenem czy Scottem Walkerem. To artyści, którzy potrafili zamienić piosenkę w coś na pograniczu muzyki i teatru. W ich utworach równie ważna jak melodia była atmosfera. Van Eeckhout idzie podobną drogą, ale robi to w bardzo współczesny sposób. Jego nagrania brzmią nowocześnie, lecz jednocześnie mają w sobie coś ponadczasowego.

Szczególnie wyraźnie słychać to w sposobie, w jaki Warhaus traktuje ciszę. W wielu współczesnych produkcjach muzycznych wszystko musi być wypełnione dźwiękiem. Każda sekunda nagrania zostaje zagospodarowana kolejną warstwą instrumentów. Warhaus robi odwrotnie. Zostawia przestrzeń. Pozwala, żeby między dźwiękami pojawiło się powietrze. Dzięki temu każda nuta ma większą wagę, a każda fraza wokalna brzmi bardziej intymnie.

Ta powściągliwość sprawia też, że emocje w tej muzyce nigdy nie są nachalne. Nie ma tu dramatycznych eksplozji ani patetycznych deklaracji. Melancholia Warhaus jest spokojna, niemal pogodzona. To uczucie, które przychodzi z doświadczeniem i zrozumieniem, że wiele rzeczy w życiu nie ma prostych odpowiedzi.

Może właśnie dlatego piosenki Warhaus tak dobrze działają nocą. Kiedy dzień już się skończył, a człowiek ma chwilę, żeby pomyśleć o tym, co naprawdę czuje. W takim momencie ta muzyka przestaje być tylko tłem. Zaczyna działać jak rozmowa. Cicha, uważna, pozbawiona pośpiechu.

W świecie, w którym coraz więcej muzyki powstaje z myślą o algorytmach i playlistach, Warhaus przypomina, że piosenka wciąż może być czymś bardziej osobistym. Małą historią opowiedzianą w półmroku. Spotkaniem dwóch wrażliwości, artysty i słuchacza.

Może dlatego Warhaus nie jest projektem, który odkrywa się przypadkiem. Na tę muzykę trafia się raczej wtedy, kiedy jest się już trochę zmęczonym hałasem świata i zaczyna się szukać czegoś spokojniejszego. Czegoś, co nie próbuje krzyczeć, lecz mówi cicho. A przez to często znacznie więcej.

2 odpowiedzi na “Warhaus. Nocny cień Balthazara”

  1. Awatar
    Anonim

    Benjamin Van Eeckhout? Kto to jest? A Maarten Devoldere?

    Polubienie

    1. Awatar Konrad Kaczmarczyk

      Dzięki za czujność. Rzeczywiście Warhaus to projekt Maartena Devoldera z zespołu Balthazar. Poprawiłem już w tekście. Dzięki za uważną lekturę.

      Polubienie

Dodaj odpowiedź do Anonim Anuluj pisanie odpowiedzi